38 Bieg im. Bronisława Malinowskiego – Walka z wiatrem oraz kolejne podium – Paweł Jaszczerski

Bieg Malinowskiego to mój domowy bieg. Mam do niego duży sentyment, ponieważ to tutaj zaliczyłem jeden z moich pierwszych startów w życiu. Był 2003 roku i biegi dla dzieci na dystansie 1000 metrów. Szesnaście lat później zmierzyłem się z 10 kilometrami.

Zawody we własnym mieście mają wiele zalet. Jedną z nich jest niewątpliwie bardzo krótki dojazd, znajomość trasy oraz całego otoczenia. Podczas śniadania moją uwagę przykuły warunki atmosferyczne. Przez całą noc padał deszcz, a wiatr był coraz silniejszy. O ile asfalt przesychał to najbardziej martwiłem się o kierunek wiatru. O godzinie 9:10 wybrałem się na rozgrzewkę. Wykonałem tradycyjny zestaw 3.2 km truchtu, chwila rozciągania oraz 5 przebieżek. Następnie wróciłem do samochodu, przebrałem się w strój startowy i udałem się do strefy startowej.

Chwilę po godzinie 10 wystrzał z pistoletu i ruszam do walki. Na samym początku popełniłem mały błąd, ustawiłem się za głęboko linii startu przez co straciłem kilka sekund. Wolniejsi biegacze zablokowali mnie na pierwszych dwustu metrach. Jednakże na szerszej drodze mogłem przyspieszyć i biec swoje. Mimo tych małych problemów pierwszy kilometr przebiegłem w 3:34, tempo na 35:40 na mecie. Ogólnie czułem się dość dobrze, ale nogi nie były na swoim najwyższym poziomie. Przestałem kierować się tempem i biegłem bardziej na intensywność. Takie podejście sprawdza się jeśli nie jesteśmy pewni swojej dyspozycji. W tym momencie byłem na ok 30 miejscu.

Trzymam tempo i drugi kilometr ponownie 3:34. Przede mną grudziądzki wiadukt prowadzący w kierunku osiedla Lotnisko. Nieznacznie zwolniłem i trzeci kilometr w 3:38. Muszę powiedzieć, że dość dobrze poradziłem sobie z tym podbiegiem i byłem w stanie walczyć dalej. Następnie jedna z najdłuższych prostych na trasie. Dodatkowo boczny wiatr, ale nie przeszkodziło mi to aby dobiec do grupy kilku biegaczy. Dzięki czemu mogłem się schować od podmuchów wiatru. Po kilkuset metrach oderwałem się od grupy i pognałem za kolejnymi biegaczami. Niestety tempo zaczęło spadać i zbliżało się do 3:40. Wiedziałem, że nie mogę szarżować pod wiatr, ponieważ odczuję to w drugiej części dystansu. Pierwszą piątkę przebiegłem w 18:02 czyli temp jest na czas powyżej 36:00. Nie myślę o tym i kontynuuję bieg  z podobną intensywnością.

Kolejny odcinek do ronda na ulicy Hallera prowadził nieco pod górkę. Poza tym był to najgorszy moment pod wiatr. Straciłem trochę sił, a zmęczenie było coraz większe. Przede mną biegło dwóch zawodników. Dystans który nas dzielił to około 60 metrów. Moim małym celem stało się ich dogonienie. Nie było to łatwe zadanie, odrobiłem około 20 metrów, a przewaga stale się utrzymywała. Z tego wynika, że biegliśmy bardzo podobnym tempem, nie chciałem ryzykować gwałtownym zrywem, ponieważ mogłoby to się źle skończyć na ostatnim kilometrze.

Jednakowoż trzeci z biegaczy, który był przede mną, znacząco osłabł i wyprzedziłem go pod koniec ósmego kilometra, który był jednym z najwolniejszych w 3:42. Pozostał tylko wiadukt i ostatnie dwa kilometry do mety. Z kolei inny biegacz na wiadukcie po prostu zatrzymał się i zaczął maszerować. Szybko go dogoniłem i na zbiegu byłem już przed nim. Przez około 200 metrów biegłem sam, po czym ten sam biegacz dogonił mnie wraz z innym. Starałem utrzymać się im za plecami, ale bezskutecznie. Kontynuuję rywalizację w swoim tempie. Dziewiąty kilometr jest jeszcze wolniejszy w 3:43.

Na ostatni kilometr motywuję się do ostatniego wysiłku choć nie jest lekko. Głównym utrudnieniem są zmęczone nogi. Dodatkowo wyprzedza mnie Maciek Krasnodębski jeden z szybszych grudziądzkich biegaczy, ale staram się trzymać za jego plecami. Nagle ponownie zatrzymuje się ten sam biegacz co na wiadukcie i po chwili jestem przed nim. On natomiast nagle zaczyna biec zdecydowanie szybciej i spadam o jedną pozycję. Do mety pozostało około 400 metrów, a mi biegnie się coraz trudniej choć miałem małą rezerwę sił na finish. Ostatnie 100 metrów prowadzi na bieżni lekkoatletycznej Olimpii Grudziądz. Na zegarze widzę upływający czas 36:23… Wiem, że nie będzie nowej życiówki, ale jest jeszcze szansa na rekord trasy. Wkładam w bieg ostatnie siły i na samej mecie wyprzedzam Maćka oraz „interwałowego biegacza”.

Ostatecznie dobiegłem na 16 miejscu z czasem 36:41 czyli o 3 sekundy lepszym niż w ubiegłym roku. Dodatkowo zajmując drugie miejsce w kategorii wiekowej M20. Jestem dość zadowolony z tego biegu, jakby nie patrzeć jest to pierwszy oficjalny czas poniżej 37 minut w tym roku. Na pewno warunki był gorsze w porównaniu do 2018. Prawdopodobnie nie był to mój dzień. Mimo, iż podczas ostatnich dni biegło mi się swobodnie. Po prostu czasem tak bywa i trzeba to zaakceptować. Niestety zawody ponownie obnażają moje słabe strony czyli przygotowanie siłowe. Zestaw ćwiczeń, który regularnie wykonuję jest widocznie za lekki. Przez co jest to kolejny bieg po którym jestem cały obolały. Wiem, że poprawiając ten element będzie mi łatwiej wykorzystać kondycję, którą dysponuję, ale na wszystko przyjdzie czas. Kolejne zawody za dwa tygodnie w Bydgoszczy na 5 km. Czeka mnie zdecydowanie szybsze bieganie co bardzo lubię.

PS Dziękuję wszystkim za doping, zarówno na zawodach jak i w internecie. Dobrze jest znać was wszystkich.

Znajdziesz mnie również na:

https://m.facebook.com/pjbiegaczzpasja/

https://www.instagram.com/jaszczer/

Dodaj komentarz