Enea Bydgoszcz Triathlon – relacja Janka

Enea Bydgoszcz Triathlon

Zacznę od tego, że zupełnie nie planowałem tego startu. Pakiet startowy na te zawody wygrałem w konkursie. Nagrodą miał być pakiet startowy na dystansie 1/4 Ironmana, jednak ostatecznie dostałem pakiet na 1/2 Ironmana. Start był dość zaskakujący, gdyż nie przewidywałem startowania na tym dystansie w tym okresie, jednak, jak wiadomo, lubię wyzwania i stwierdziłem, że warto wystartować.

W 3 tygodnie trudno się przygotować, szczególnie kiedy moje treningi były bardziej skierowane na krótsze dystanse. Zrobiłem przed zawodami parę dłuższych treningów i stwierdziłem, że powinno być dobrze 😉 Dodatkowo udało mi się schudnąć do bardzo dobrej wagi 71kg. Dlatego z bojowym nastawieniem jechałem do Bydgoszczy z planami atakowania swojej życiówki 😉

W sobotę pojawiłem się w Bydgoszczy i naprawdę bardzo spodobało mi się to miasto 😀 Odebrałem pakiet startowy (bardzo bogaty: koszulka, czapka, kubek, plecak), wstawiłem rower i podziwiałem świetny start Rafała w biegu nocnym. Mimo tego, że miałem problemy ze spaniem (ale to jest normalne w nowym miejscu i przed zawodami), obudziłem się pełny energii i wiedziałem, że to jest ten dzień. Sprawdziłem rower w strefie zmian, odbyłem rozgrzewkę i czułem się naprawdę świetnie mimo, iż wiedziałem, że czeka mnie ponad 5 godzin cierpienia 😀

Pływanie

Fot. Paweł Malinowski

Przed startem słyszałem, że będziemy pływać w Brdzie z prądem. Byłem ciekawy ile to daje – jak się okazało, bardzo dużo 😀 Już na rozgrzewce czułem, jak fajnie woda ciągnie. Startowaliśmy pojedynczo co 8 sekund, co całkowicie zneutralizowało tzw. pralkę. Pierwszy raz płynęło mi się fantastycznie 😀 Starałem się robić długie wyleżenie i czułem, jak woda po prostu ciągnie. Ostatnio także pływałem ze świetnym pływakiem Jackiem, który dał mi parę cennych uwag, dzięki czemu poprawiłem swoją technikę, choć wiem, że cały czas jest marna. Kiedy wyszedłem z wody i zobaczyłem czas 00:29:23, myślałem, że pomyliłem trasę 😀 Jednak potem stwierdziłem, że nie było takiej możliwości 😛 Szybko się przebrałem i ruszyłem na rower.

Fot. Paweł Malinowski

Jazda na rowerze

Trasa w Bydgoszczy jest bardzo płaska, więc wiedziałem, że mogę osiągnąć dobry czas. Celowałem, żeby pierwszą część dystansu pokonać ze średnią około 34km/h, a drugą około 32km/h. Zacząłem jechać i czułem się naprawdę świetnie. Noga pięknie się kręciła i wydawało mi się, że mogę osiągnąć super wynik. Pamiętając, że szybko popłynąłem, liczyłem, że mogę złamać 5 godzin.

Fot. Maratomania

Niestety radość nie trwała zbyt długo, na jednym z zakrętów poczułem, że coś dziwnego dzieje się z kołem. Zatrzymałem się i zobaczyłem, że z koła zeszła część powietrza. Jednak wsiadłem ponownie i chciałem wymienić koło przy osobach, które widziałem, że mają na trasie dużą pompkę. Kiedy dojechałem do nich, zobaczyłem, że z koła więcej powietrza nie zeszło. Stwierdziłem, że nie będę wymieniał dętki, tylko dopompuję koło. Jednak jadąc dalej, znowu poczułem, że powietrze schodzi do tego poziomu, co ostatnio. Po chwili stwierdziłem, że nie ma sensu tak jechać, że lepiej stracić więcej czasu na zmianę dętki, niż jechać na takim flaku. Na kolejnym okrążeniu zatrzymałem się i zacząłem zmieniać. Jednakże w nerwach i pośpiechu tak zmieniłem, że dętka przytrzasnęła mi się przy obręczy, przez co pękła. Przed oczami miałem DNF… Jednak stwierdziłem, że założę poprzednią dętkę i może uda się na niej dojechać. Napompowałem i pojechałem dalej. Jednakże 30km/h to była maksymalna prędkość, jaką mogłem osiągnąć, dodatkowo męczyłem się, jakbym jechał co najmniej 35. Jednak była to moja wina, mogłem posłuchać Łukasza Remisiewicza, który pisał w swojej ostatniej relacji, że przed najważniejszymi zawodami wymienił wszystkie dętki i opony. Ja tego niestety nie zrobiłem, a dodając do tego, że moje opony są w naprawdę kiepskim stanie, bardzo łatwo było o defekt. Dodatkowo, jak zauważył Daniel, dostałem pierwszy raz w życiu ostrzeżenie za drafting. (Drafting to jazda na kole, która jest zakazana w czasie triathlonu). Najciekawsze jest to, że w sumie nie wiem za co dokładnie mogłem dostać to ostrzeżenie. Była jedna sytuacja, w której po wyprzedzeniu przez rywala, zamiast wycofać się na 7m i dopiero wtedy zaatakować, od razu zaatakowałem.  W porównaniu do zawodów w Gdyni było na trasie mało zawodników, więc nie było problemów, aby jechać samotnie zgodnie z przepisami. Oczywiście ostrzeżenie nie wiąże się z żadną karą czasową. Jestem wielkim zwolennikiem tego, aby sędziowie byli jak najbardziej rygorystyczni i pilnowali wszystkich, więc ostrzeżenie to przyjmuje na klatę i na następnych zawodach na pewno będę pilnował, aby jechać jeszcze bardziej zgodnie z przepisami. Dystans ukończyłem w 02:58:29

Bieganie

Odetchnąłem z ulgą, kiedy wstawiłem rower do T2, bo naprawdę bałem się, że nie dojadę. Ruszyłem na bieg, aby nadrabiać czas, jednak czułem się już mega wykończony: zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Z początku starałem się biec żwawo, ale z czasem czułem się coraz gorzej. Widziałem , że czas nie będzie dobry, a tak jak mówiłem paru osobom przed zawodami, takie zawody są mega ciężkie i bardzo się podczas nich cierpi. Kiedy widzę, że jest szansa na świetny wynik, to jakoś łatwiej jest cierpieć. Tamtego dnia nie mogłem się zmusić, aby bardziej cierpieć.

Fot. Paweł Malinowski

Trasa biegowa odbywała się wokół rzeki Brdy, co powodowało, że było jeszcze cieplej.  Organizatorzy zaplanowali 4 pętle. Głównie biegliśmy po żwirku i tu muszę przyznać, że chyba wolę biegać po równym asfalcie w Gdyni. Na pętli, która miała 5,4km, były 3 punkty odżywiania bogato wyposażone z (coca-colą). Byłem tak wykończony, że szedłem na tych punktach, aby spokojnie się napić i posilić.

Fot. Paweł Malinowski

W końcu doczołgałem się do mety, gdzie bardzo spodobało mi się, że każdy z uczestników przebiegał metę, przecinając szarfę. Niby drobiazg, a myślę, że dla większości zawodników była to wielka rzecz.  Ostateczny czas to 05:36:11. Jeśli chodzi o strefę finishera, to byłem pod wrażeniem. Strefa była o wiele lepsza niż w Gdyni. Każdy z uczestników miał do dyspozycji masaże, zimne baseny, piwo (prawdziwe piwo), lody i ciastko sowy, zimną colę, izotoniki, arbuz, pomarańcze itp. Niedaleko były także foodtracki z różnym jedzeniem. Panowie organizatorzy – brawo, brawo.

 

Kiedy byłem już na mecie, okazało się, że jestem drugi w kategorii wiekowej 😀 Była to wielka radość i pocieszenie dla dość rozczarowującego jak dla mnie wyniku. Oczywiście dodam, że miałem trochę farta z tym podium, ponieważ w mojej kategorii wiekowej startowały tylko 4 osoby. Jest to spowodowane tym, że taki dystans jest bardziej popularny wśród starszych osób, które są bardziej wytrzymałe. Osoby w moim wieku obecnie raczej startują na krótszych dystansach. Mimo tego i tak byłem zdziwiony, że tak mało osób w kategorii, gdyż w Gdyni w kategorii 18-24 zazwyczaj startuje około 30 osób. Na zdjęciu z podium co prawda widnieją tylko 2 osoby, bo kolega, który zajął 3 miejsce, spóźnił się na dekorację 😉 Dodam jeszcze, że w prezencie, oprócz pięknej statuetki, dostałem okulary Solano i żele squeezy. Dziękuje także Rafałowi i jego dziewczynie Angelice, gdyż wspierali mnie w czasie zawodów.

 

Fot. Oskar Jabłoński

Podsumowując, muszę przyznać, że impreza jest na bardzo wysokim poziomie organizacyjnym, tak samo dobrym jak w Gdyni, a nawet w niektórych aspektach zorganizowana lepiej 😀 Dodatkowo cieszy dobra forma, gdyż czuje się mocny i jeszcze nie wiem gdzie, ale niedługo znowu gdzieś wystartuje i tam będę walczył o jak najlepszy wynik

Wyniki konkursu na wytypowanie mojego wyniku – wygrał Aleksander Kondrat i Rafał Kwinta

 

 

Dodaj komentarz