Podsumowanie sezonu 2018 #1 – Obiecujący początek – Paweł Jaszczerski

Rozpoczynam cykl podsumowań sezonu 2018. Roku, który przyniósł lepsze i gorsze chwile. Poznacie moje błędy treningowe jak i te trafne decyzje. Wszystko to przekładało się na moją formę i wyniki na zawodach. Sezon ten przyniósł mnóstwo nauki i wniosków, które na pewno przydadzą się w waszym życiu biegowym.

Cele

Sezon 2017 skończyłem z dużym rozczarowaniem. Przez cały rok walczyłem o złamanie 36 minut na 10 km i podczas Biegu Niepodległości w Gdynii zabrakło tylko 1 sekundy. Po tym starcie udałem się na krótkie roztrenowanie, w międzyczasie wyznaczyłem cele na 2018.

Od dłuższego czasu miałem w głowie start w półmaratonie. Widziałem jak zachowuje się mój organizm, a treningi potwierdzały wrodzoną wytrzymałość. Chciałem to wykorzystać i przekonać się jak wypadnę na półmaratonie. Długo się nie zastanawiałem i jako miejsce debiutu wybrałem Gdynię. Myślałem o czasie w granicach 1:19 – 1:20. Z tego miejsca półmaraton stał się głównym celem pierwszej części sezonu i złamanie 36 minut odłożyłem w czasie.

Kolejnym startem na którym chciałem się dobrze zaprezentować były Akademickie Mistrzostwa Polski w biegach przełajowych, które odbywały się w Siemianowicach Śląskich. Zawody przypadały tydzień po półmaratonie, zdawałem sobie sprawę, że może to być spore wyzwanie.

Pierwsze treningi

Na początku grudnia rozpocząłem przygotowania do nowego sezonu. Tradycyjnie rozpocząłem od budowania bazy biegowej. Składały się na to spokojne rozbiegania. Dodawałem również dwa razy w tygodniu przebieżki i wróciłem do wykonywania siły biegowej. Wiedziałem, że siłowo mam dużo braki, a podczas półmaratonu mocne będą potrzebne, aby utrzymać tempo przez cały dystans. Dodatkowo trasa w Gdyni obfituje w kilka podbiegów, w związku z tym trzy do czterech dni w tygodniu biegałem po bardziej wymagających, pagórkowatych trasach.

Z tygodnia na tydzień czułem się coraz lepiej, a na Boże Narodzenie przebiegłem pierwszy long run. Wytrzymałość nieco spadła, dlatego końcówka 20 km nie należała do przyjemnych. Mocno wiała tego dnia co jeszcze bardziej mnie męczyło, ale tempo około 4:30 na tarasie z wieloma podbiegami było zadowalające.

Początek zimy sprzyjał biegaczom. Temperatury w okolicach zera i brak śniegu, umożliwiały szybsze treningi. W styczniu poświęcałem dużo czasu na treningi w tempie progowym. Jest to najważniejsza jednostka treningowa podczas przygotowań do półmaratonu. W międzyczasie temperatura zaczęła spadać i pojawił się pierwszy śnieg. Na szczęście na Pomorzu nie było jeszcze tragedii.

Test formy w Gdynii

Miesiąc przed półmaratonem, sprawdziłem formę podczas Biegu Urodzinowego w Gdynii. Środek zimy, temperatura minus 5 stopni, a ja osiągam jeden z najlepszych czasów na dyszkę w karierze 36:15. Mało tego pierwsza piątka była na 35:35. Dzięki wielu treningom w tempie progowym dysponowałem wysoką wytrzymałością, ale brak szybszych treningów spowodował, że nie byłem w stanie utrzymać do mety tempa na czas poniżej 36 minut. Nie był to mój start docelowy, ale gdybym wiedział, że dysponuję tak dobrą formą wykonałbym trzy treningi w tempie biegu na dyszkę i może interwały VO2max. Wówczas moje szanse na złamanie 36 minut znacznie by wzrosły. Bieg Urodzinowy pokazał kolejny raz, że potrafię osiągać bardzo dobre rezultaty w niskich temperaturach. Tendencję zauważam od ostatnich kilku lat. Być może ten kierunek powinienem obrać w przyszłości, aby uzyskać jeszcze lepsze wyniki.

Walka z zimą

Po Biegu Urodzinowym w Gdynii pozostał nieco ponad miesiąc do półmaratonu. Z czasu 36:15 na dyszkę, prognozy wskazywały czas na połówce około 1:20. Ambicje miałem większe i chciałem pobiec 1:19. Niestety zima nawiedziła również Polskę północną. Wszystkie moje ścieżki biegowe w Gdańsku i Grudziądzu zostały zasypane śniegiem, a temperatury oscylowały często w granicach minus 10 – 15 stopni. W takich warunkach miałem problem wykonać jakikolwiek szybszy trening, nawet drugi zakres był wyzwaniem. Szukałem nowych szlaków i tak biegałem po odśnieżonych ścieżkach rowerowych na gdańskiej Morenie. Trasa to ciągły bieg pod górę lub zbieg. Moje treningi zmieniły się w dłuższe rozbiegania do 16 km, w tempie jeśli się udało w 4:30 min/km. Chciałem w ten sposób zachować wypracowaną już formę.

Nie zapomnę do dziś jak próbowałem zrobić interwały na odśnieżonym odcinku 400 metrów. Problem był taki, że przy minus 15 stopniach, wiał bardzo chłodny wiatr przez co temperatura odczuwalna była jeszcze niższa. Mimo dwóch par rękawiczek nie byłem w stanie rozgrzać dłoni, w związku z czym komfort był tragicznie. W planach było 10x2min, ale po półtorej serii zakończyłem tą walkę i sfrustrowany wróciłem do domu. Dłonie bolały, policzki szczypały od chłodu. Zamieniłem trening na sprawność. Lubię mróz, ale od tych wszystkich problemów podczas biegania złapałem „mrozowstręt” z upragnieniem wyczekiwałem wiosny. Wiedziałem, że moja forma przez ostatnie cztery tygodnie nie poszła w górę. Nie wykonałem żadnego konkretnego bodźca, który mógłby podbić ją do góry.

Przetarcie na Uniwersytecie Gdańskim

Tydzień przed półmaratonem wystartowałem w akademickiej lidze przełajowej, zawody odbywały się wokół stadionu na Uniwersytecie Gdańskim. Głównym założeniem było przepalenie nogi oraz sprawdzenie formy przed startem w Gdynii. Zawody zakończyłem na trzecim miejscu, czułem się dobrze, a bieg zakończyłem z małymi rezerwami. To był pozytywny prognostyk przed zbliżającym się półmaratonem. Bezpośrednio przed debiutem w Gdynii postawiłem przede wszystkim na odpoczynek, biegałem tylko trzy razy w tygodniu z jednym pobudzeniem w tempie półmaratonu. Czułem się wypoczęty i gotowy do biegu.

Debiut w półmaratonie

Nadszedł dzień półmaratonu. Głównym założeniem był bieg na czas w okolicach 1:19-1:21. Na starcie ustawiłem się w grupie pacemakerów na czas 1:20. Przez pierwsze pięć kilometrów myślałem, że nie dam rady biec w takim tempie do mety, ale grupa biegła do 10 sekund za szybko, zwolniłem do docelowego tempa i po trzech kilometrach ponownie biegłem w grupie na 1:20. Radziłem sobie bardzo dobrze przez większość dystansu, czułem że czas poniżej 1:20 jest w moim zasięgu, ale podczas ostatnich 6 kilometrów zaczęły się problemy. Podbieg oraz czołowy wiatr spowodowały, że nie utrzymałem tempa grupy, rozpoczął się samotny bieg. W międzyczasie coraz mocniej zaczynały boleć mnie stopy, a przede mną jeszcze podbieg na ulicy Świętojańskiej. Bieg stawał się coraz trudniejszy, walczyłem tylko o do biegnięcie do mety. Z trudem utrzymywałem tempo 3:52-3:55 min/km. Jednak nie poddałem się i dobiegłem z czasem 1:20:33, osiągając tym samym mój cel. Nie było łatwo, szczególnie pod koniec. Buty, w których biegłem nie spełniły swojego zadania. Miałem nawet problem, aby swobodnie chodzić. Pod koniec dnia bolały mnie nieco kolana, to pokazuje jak wyczerpujący był to bieg.

Krótka regeneracja

Po Półmaratonie w Gdyni nadszedł czas na ostatni akcent pierwszej części sezonu czyli Akademickie Mistrzostwa w Biegach Przełajowych, które miały miejsce w Siemianowicach Śląskich. Dodatkowo zawody odbywały się tydzień po starcie w Gdynii. Wiedziałem, że regeneracja to podstawa, aby zaprezentować się z jak najlepszej strony. Dopiero po czterech dniach przerwy wróciłem do biegania, było to 6 km rozbiegania i kilka przebieżek. Nie było źle choć czułem zmęczenie w nogach. Dużo jadłem przez ten okres, wiedziałem że w taki sposób organizm może odbudować siły. Dbałem o to, aby posiłki składały się z pełnowartościowych produktów. Waga trochę podskoczyła, ale to naturalne przy większym spożyciu węglowodanów, odkłada się więcej wody w organizmie.

Ostatni skalp

W Siemianowicach startowałem na dłuższym dystansie dziewięciu kilometrów. Organizatorzy przygotowali prawdziwą trasę przełajową – dużo zakrętów, strome, krótkie podbiegi oraz piasek na trasie. Dodatkowo były to pierwsze ciepłe dni po zimie, przez co błoto oraz grząska nawierzchnia były kolejnym utrudnieniem. Cel był prosty zdobyć jak najwięcej punktów dla Politechniki Gdańskiej. Rozpocząłem spokojnie, ale na jednym z pierwszych zakrętów po 400 metrów na mokrej nawierzchni zaliczyłem przewrotkę. Mimo wszystko szybko wstałem, nic mi się nie stało. Choć bliznę po tym upadku mam do dziś. Szybko odrobiłem dwie stracone pozycje i do samej mety walczyłem o czołową pięćdziesiątkę. Ostatecznie dobiegłem na 44 miejscu, a w klasyfikacji uczelni zajęliśmy 5 miejsce. Tegoroczne AMPy były moim najlepszym występem, poprawiając swój najlepszy rezultat o 23 pozycje.

Podsumowanie

To była bardzo intensywna pierwsza część sezony, ale również bardzo udana. Satysfakcjonujący debiut w półmaratonie oraz poprawa na AMPach to najważniejsze osiągnięcia tej części roku. Choć na AMPach były do urwania jeszcze trzy, cztery pozycje, ponieważ przez cały bieg odczuwałem jeszcze trudy półmaratonu. Forma mogła być jeszcze trochę wyższa, ale plany pokrzyżowała śnieżna zima. Podczas przygotowań dbałem o rozwiązanie oraz wałkowanie, ale pod względem stabilizacji jest jeszcze dużo do poprawy. Moja technika również wymaga wiele korekt. W ten sposób zakończyłem pierwszą część sezonu, a w głowie miałem już pomysły na kolejną.

W następnej części przeczytacie o wiosennych przygotowaniach do kolejnych zawodów. Co wymyśliłem na majówkę i jak to się wszystko skończyło. Zapraszam na kolejne przygody z sezonu 2018.

Znajdziesz mnie również na:

https://m.facebook.com/pjbiegaczzpasja/

https://www.instagram.com/jaszczer/

Jedna myśl na temat “Podsumowanie sezonu 2018 #1 – Obiecujący początek – Paweł Jaszczerski

Dodaj komentarz