Bieg Niepodległości Gdynia 2018 – Podążaj cierpliwie (relacja) – Paweł Jaszczerski

Ponownie chciałem zakończyć sezon rekordem osobistym, ale życie napisało inny scenariusz. Widocznie mam jeszcze poczekać i przejść kolejną lekcję zanim osiągnę to o czym marzę. Mimo wszystko Bieg Niepodległości zakończyłem pozytywnym akcentem. Trzeba się cieszyć z każdego małego sukcesu.

 

Zawody rozpoczynały się dopiero o godzinie 15:00, dlatego po śniadaniu aby bezczynnie nie siedzieć w miejscu wyszedłem na krótki spacer. Przy okazji sprawdziłem warunki atmosferyczne, które były nieco gorsze niż dzień wcześniej. Temperatura spadła do 8 stopni i dodatkowo wiatr nabrał na sile.

Kilkanaście minut przed godziną 14 byłem na Skwerze Kościuszki. Oddałem bagaż do depozytu i 14:15 rozpocząłem rozgrzewkę. Na początek 20 minut truchtu, następnie krótkie rozciąganie oraz kilka skipów, a na sam koniec sześć przebieżek. Rozpocząłem spokojnie, naturalnie biegnąc szybciej każde powtórzenie. Czułem się luźno i świeżo, wiedziałem że są szanse na bardzo dobry występ. Po rozgrzewce udałem się w okolicę stref startowych. Ubrałem koszulkę z numerem, pozostałe warstwy odzieży przejął Tata. Poczekałem jeszcze kilka minut i 14:55 zameldowałem się na starcie. Bieg ruszył z trzy minutowym opóźnieniem, ze względu na odśpiewanie hymnu narodowego. Inicjatywa bardzo mi się podobała, tylko przez te kilka minut zacząłem tracić odpowiednią temperaturę. Inaczej wszedłbym do strefy dwie minuty później.

Mimo wszystko trzeba było walczyć. Plan był prosty pobiec spokojnie początek i atakować w drugiej części. Pierwszy kilometr w 3:36, co było dobrym otwarciem. Momentami musiałem mocno się hamować bo tempo skakało do 3:25 min/km. Czuję się swobodnie, a w głowie myśli tym razem pokonam 36 minut. Kolejne kilometry biegnę w bardzo zbliżonym tempie 3:34 – 3:37 min/km. Po trzech kilometrach nadal czułem się swobodnie co było pozytywnym znakiem przed dalszą częścią dystansu. Bardzo ucieszył mnie fakt, że mogłem biec w kilku osobowej grupie przez co łatwiej kontrolowało się tempo.

Pierwszą piątkę otworzyłem w 18:07, wiedziałem że druga część musi być szybsza i nie mogę stracić czasu na Świętojańskiej. Niestety szósty kilometr był ostatnim poniżej 3:40. Druga połowa Świętojańskiej dała mi mocno w kość. Złapałem mocny zapiek i tętno było najwyższe podczas całego biegu. Choć były jeszcze realne szanse na upragniony czas, musiałem jedynie pobiec kolejne kilometry w około 3:35 min/km i ostatni wycisnąć w 3:20. Niestety nie tym razem. Na zbiegu w kierunku zatoki walczyłem około 200 metrów z zapiekiem w czwórkach.

Ostatnie dwa kilometry to już tylko bieg zrywami, a ja byłem po prostu coraz bardziej zmęczony mięśniowo. Tempo poniżej 3:40 min/km stawało się coraz trudniejsze. Pozostała walka o najlepszy rezultat jesienią. Milę przed metą znacząco przyspieszyłem, ale ponownie po około 200 metrach mnie postawiło. Ostatnie przyspieszenie to już finałowe metry.

Dobiegłem z czasem 36:35 na 41 miejscu, wyrównując osiągnięcie z ubiegłego roku oraz uzyskując najlepszy czas podczas sezonu jesiennego. Nie wytrzymałem mięśniowo tego biegu, a najwięcej sił utraciłem na Świętojańskiej i na biegu pod wiatr. Kolejna próba walki o życiówkę zakończyła się porażką. Jednakże jest to bardzo dobry punkt startowy przed kolejnym sezonem. Udaję się obecnie na dwu tygodniowe roztrenowanie. Muszę wyciągnąć wnioski i pozbierać myśli, aby w nowym sezonie w pełni wykorzystać swój potencjał. Kocham tą grę, dlatego przyjmuje porażki z podniesioną głową i szansą na kolejny progres.

Znajdziesz mnie również na:

https://m.facebook.com/pjbiegaczzpasja/

https://www.instagram.com/jaszczer/

Dodaj komentarz